Kibic – Rzecz o Krzysztofie Bujalskim

Gdyby tylko mógł się zmieścić na kolumnie, tytuł tego tekstu mógłby brzmieć „Rozważny i romantyczny”. Albo – bardziej oryginalnie – „Rozważny, a dynamiczny”

Takimi bowiem przymiotnikami – między innymi, oczywiście – można opisać Krzysztofa Bujalskiego, prezesa i współwłaściciela firmy Bedeker, świadczącej dla wydawców usługi merchandisingu, co po przełożeniu „na nasze” oznacza dbanie o dobrą ekspozycję i odpowiednie zatowarowanie (kolejne piękne słowo) w książki w punktach sprzedaży detalicznej (księgarniach, marketach, salonach Empiku).

Niemal od zawsze na rynku wydawniczym, a od jakiegoś czasu „na swoim”, choć dopiero teraz pełną gębą. Bedekera założył rzucając na szalę wszystko, a przynajmniej wiele (swego czasu zwierzył się, że przedstawicieli handlowych firma wyposażyła w nowe renault, podczas gdy sam prezes i współwłaściciel jeździ wiekowym oplem corsą). Miał jednak pomysł, choć – jak uczciwie mówi – nie swój. „Za bardzo się do tego nie paliłem, ponieważ miałem dużo do stracenia i nie chciałem po raz kolejny ryzykować. Uważałem, że do realizacji podobnego pomysłu potrzebna jest większa liczba zaufanych osób i duży entuzjazm, graniczący trochę z szaleństwem. Takie osoby jednak się znalazły”, wspominał na łamach „Biblioteki Analiz” w marcu 2007 roku. Dziś firmę prowadzi z Emilią Kowacz i Bartoszem Swarcewiczem, dawnymi przyjaciółmi z branży. Wśród stałych klientów Bedekera są oficyny nie byle jakie – Nasza Księgarnia, Wydawnictwo Szkolne PWN, Wydawnictwo Naukowe PWN, ExpressMap
Polska, Carta Blanca oraz – od niedawna – Sonia Draga.
– Intuicja, ale i wyczucie oparte na zdobywanym krok po kroku doświadczeniu.
Przyznawanie się do błędów, czyli rozmowa z partnerem nie o tym, jak fajnie ma być, ale jak fajnie nie jest. Wreszcie – podsuwanie pomysłów szytych na miarę partnera. To jest to, co u Krzyśka mi się podoba. Są też sprawy, które mi się mniej podobają. Są też jednak o wiele mniej istotne – mówi Marek Dobrowolski, dyrektor handlowy Naszej Księgarni.
– W pierwszej kolejności wszystko zawdzięczam rodzinie (żona, Małgorzata, i siedmioletni syn Dawid – przyp. KF), bo od samego początku mojej pracy w branży wydawniczej są ze mną i pozwalają realizować wszystkie pomysły. W drugiej kolejności wspólnikom i pracownikom Bedekera, bo to dzięki nim mogę się dalej rozwijać zawodowo. To, co jednak teraz robię, w dużej mierze zawdzięczam kilku ludziom, których spotkałem na swojej drodze. Są to osoby, które wywarły duży wpływ na mój tok myślenia i działania – wymienia sam zainteresowany (nazwiska znane redakcji).
Rynkowe szlify zaczął zdobywać w 1996 roku w firmie Baltimex, jako pracownik działu organizacyjno-prawnego. Następnie – przez kilka lat – zajmował się sprzedażą, początkowo jako przedstawiciel handlowy, później w roli szefa, w takich firmach jak: Globus Plus, Demart i Pascal (także jako prowadzący własną działalność gospodarczą). Wreszcie, w roku 2006, na własny rachunek zajął się pośrednictwem sprzedaży dla firm, które w większości weszły później do grona stałych partnerów Bedekera.
Ma 32 lata, choć z twarzy najwyżej 19. Może to czynne (a i „bierne”, ponieważ ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Gdańsku) podejście do sportu tak dobrze na niego wpłynęło.
– Szczególnie piłka nożna, którą uprawiam od trzeciej klasy szkoły podstawowej, kiedy to zaczynałem w zespole Lechii Gdańsk – mówi. Obecnie gra w jednym z klubów województwa pomorskiego oraz mocno kibicuje „swej” Lechii w awansie do pierwszej ligi, czego trudno być pewnym, biorąc pod uwagę wydarzenia, którymi ostatnio żyją kibice (i nie chodzi o awans naszej drużyny narodowej do Euro 2008). Jest gorącym kibicem FC Barcelony i Chelsea Londyn. W 2007 roku udało mu się spełnić jedno z marzeń – był na meczu ligowym Barcy na stadionie Camp Nou.
– Niesamowite przeżycie – wspomina, przesyłając do publikacji zdjęcie ze stolicy Hiszpanii, które prezentujemy obok (sądząc po dostarczonym nam materiale ilustracyjnym, pozować do fotografii lubi i umie).

Krzysia Bujalskiego poznałem na towarzyszącej Targom Książki w Krakowie potańcówce (imprezowicz z niego nie lada). Zagadnąłem go, nie wiedząc, kim jest, i do końca rozmowy żaden z nas się nie przedstawił. Później – już telefonicznie – umówiłem się z nim na wywiad, nie wiedząc, jak wygląda. Zdumiałem się, widząc faceta, z którym kilka tygodni wcześniej przegadałem połowę imprezy. Od tamtego czasu nasze spotkania traktuję jako zastrzyk pozytywnej energii i zapału do pracy,a także jako naukę postawy pokornego wobec codziennych wyzwań ucznia. Pod tym względem Bujalski jest interesującym człowiekiem – z jednej strony dynamiczny i sprytny marketingowiec, z drugiej – wdzięczny życiu za wszystkie otrzymane kopniaki i kuksańce, które – jak twierdzi – uczą i impregnują. Może to wszystko poza, ale jak diabli ujmująca!
Wśród wyzwań przyszłości wskazuje na stworzenie portalu dla kupujących książki, księgarzy oraz wydawców: fajnaksiegarnia.pl.
– Ma on bardziej „zbliżyć” wszystkie strony i polepszyć niską średnią statystyk czytanych i kupowanych książek w Polsce – wyjaśnia.
Pytany o credo życiowe, wymienia aż cztery: nie ma rzeczy niemożliwych, należy tylko znaleźć dobre rozwiązanie; najpierw wymagaj od siebie, potem dopiero od innych; czasem należy wykonać jeden krok w tył, by zrobić dwa naprzód; sukcesem jest już fakt, że z dziesięciu pomysłów wyjdzie chociaż jeden, inaczej byśmy stali w miejscu i się nie rozwijali. Jednym słowem – handlowiec-ideolog (bez obrazy, rzecz jasna). Twierdzi, że największej wpadki w biznesie jeszcze nie miał. Ponieważ młody jest, życzymy, by przydarzyła mu się jak najpóźniej.

Autor: Kuba Frołow
Magazyn Literacki KSIĄŻKI nr 140, 13 maja 2008 rok.